Cześć. Mam na imię Przemek i jestem Alkoholikiem.
Moja historia z alkoholem zaczęła się dość przeciętnie w młodzieńczych latach co weekendowe spotkania ze znajomymi, piątek czy sobota były na początku dziennym. Następnie zaczęły się problemy w szkole przez zły dobór profilu i rezygnacja z niej na okres około roku żeby dołączyć do klasy maturalnej. W tym okresie podjąłem pracę, żeby COŚ robić no i jak na 18-stolatka całkiem dobrze zarabiałem, miałem więcej wolnego i coraz częściej zacząłem sięgać po butelki. Nie widziałem w tym nic złego, myślałem, że to normalne gdy jest się nastolatkiem. Wtedy też zaczęły się pierwsze urwane filmy po imprezach, kace. Myślałem, że chwyciłem Pana Boga za nogi i tak wygląda życie...
Rok minął bardzo szybko, zacząłem studia ale nie zrezygnowałem z pracy bo nie mogłem sobie odmówić łatwych pieniędzy...
Studia zawaliłem, po zamiast na nie chodzić to wybierałem się na wycieczki po pubach nie widząc w tym żadnego problemu...
W międzyczasie zmieniłem pracodawcę, zajmowałem wyższe stanowiska co jak na mój młody wiek było całkiem przyjemne i nie spodziewane ale wszystko pokrywało się z egzaminami, które musiałem zdać...
Skończyło się tak, że zatrudniałem kolegów z własnego środowiska i pracowałem z nimi aż do momentu kulminacyjnego kiedy zaczęliśmy pić w pracy, wiedziałem, że nikt nie może mnie skontrolować bo nikt nie przyjedzie z zza granicy na kontrolę, którą to ja powinienem robić... Zaślepiony tym wszystkim... --- aż do pewnego momentu w którym moje życie odwróciło się do góry nogami.
Przerwa w życiorysie, wyjazd za granicę i przymus rozpoczęcia życia na nowo od zera...
Na początku wszytko było po mojej myśli, szybko znalazłem prace, wynająłem pokój i jakoś żyłem z dala od rodziny, znajomych - nie znałem nikogo.
Na prace nie narzekałem, szybko się odnalazłem ale zaczęło mi wszystkiego brakować i wróciłem do picia, regularnego picia... Byłem sam, zero kontroli zawaliłem kontakty z rodziną, która mi tak bardzo pomogła gdy tej pomocy potrzebowałem ale przez to, że w każdej wolnej chwili sięgałem po alkohol nie widziałem tego...
I tak przeminęło 10 lat, praca picie, praca picie...
Nie szukałem pomocy, nie myślałem o tym, takie życie mi odpowiadało.
W końcu poznałem kobietę, jak się okazało moja teraźniejszą żonę. Rzuciła wszystko i przyleciała do mnie - było to dla niej też coś nowego i nigdy tego nie doceniłem i nigdy jej o tym nie powiedziałem: wstyd mi za to, że tak było ale widziałem tylko czubek swojego nosa i dbałem o to, żeby mi było dobrze...
Jednak napotkaliśmy, wiele problemów żeby móc żyć razem ze względu na nowe przepisy itd. Lubiliśmy sobie robić wieczorkiem drinka czy dwa lecz dla mnie to nie był tylko jeden bo to ja je robiłem i zamiast robić jednego to już w międzyczasie wypiłem dwa za jej plecami i koło się zamykało, piłem do odcięcia, budziłem się rano i nie wiedziałem co się stało, wstawałem i pierwsze co to chwytałem za butelkę. Trwało to jakiś czas aż żona powiedziała dość - stop, że mam coś zrobić ze sobą bo tak dłużej nie może być...
Wtedy zaczęły moje obietnice, że to ostatni raz, ciągle kłamstwa, picie kiedy ona była w pracy i tak brnąłem w to ślepo myśląc a nawet nie myśląc, licząc, że jakoś to będzie.
Pewnego dnia gotowałem obiad popijając sobie jak to zwykle aż żona wróciła wcześniej z pracy i mnie nakryła, wtedy też było mi ogromnie wstyd. Nie było wielkiej awantury, popłakaliśmy się porozmawialiśmy jak nigdy dotąd i obiecałem jej, że wezmę się za siebie. Wtedy się bałem, bałem się, że moje życie stanie znowu do góry nogami bo przecież już tak sobie je ładnie w mojej chorej głowie poukładałem, głowie nie myślącej trzeźwo. Zdecydowałem się pójść na mityng AA w Leeds. Nie wiedziałem, czego się spodziewać, miałem w głowie mętlik, założenia, że spotkam tam sam margines społeczny- podszedłem do tego stereotypowo... Ale się myliłem!!!
Poznałem tam wspaniałych ludzi, którzy pokazali mi, że można żyć trzeźwo, że nie jest to trudne, poznałem wiele historii i dostrzegłem, że osoby te nie różnią się niczym ode mnie. Jesteśmy tacy sami, pomagamy sobie i wspieramy się nawzajem.
Nigdy nie przypuszczałem, że będę uczęszczał na spotkania z uśmiechem na twarzy i że będzie mi ich brakować kiedy będę w pracy... Zmieniło to mój sposób myślenia, sposób patrzenia na niektóre sprawy. Wspólnota AA pokazała mi drogę i dała narzędzia, które pomagają mi iść przez życie trzeźwo, tak więc zacząłem je na nowo, kolejny raz i z tego powodu się cieszę i dziękuję Wam.
na zakończnie...
Wiem, że jeszcze dużo pracy przede mną, pracy nad sobą samym. Ciężko było mi zrozumieć, że ludzie którzy chcieli mi pomóc przez cały okres mojego picia nie chcieli dla mnie źle, to problem był we mnie, że ja tak to postrzegałem i odrzucałem za każdym razem pomóc czy podana rękę. Teraz to wiem...
Wczoraj minęło 8 miesięcy (sierpień 2025) mojego trzeźwego życia! Życzę każdemu Pogody Ducha! Przemek Alkoholik.